Kiedy ostatnio pisałem do Was, to jeszcze nie wiedziałem dokładnie do czego służą moje nóżki. Fajnie było bawić się stopami, wymachiwać nimi “rowerki” i używać kolan do chodzenia na czworakach. Przyjemne było też, gdy ktoś łaskotał mi stopy, albo robił na nich pierdziochy(1) – jak babcia czy dziadzia. Nie myślałem jednak, że najlepsza przygoda z nóżkami dopiero przede mną.
Nie powiem, czasami, pomiędzy jednym a drugim ugryzieniem chrupka kukurydzianego zastanawiałem się, dlaczego wszyscy duzi wokół mnie nie chcą chodzić tak jak ja (na czworakach). Brałem ich trochę za dziwaków, bo przecież chyba lepiej i więcej można zobaczyć i znaleźć na podłodze, bądź na ziemi, jeśli chodzi się moim sposobem.
Weźmy choćby nasze pieski(2) – Krecika i Ciapka. One cały czas chodzą na czterech łapach, a nawet potrafią uciec babci i dziadkowi na spacerze, pomimo tego, że nie biegają wyprostowane na dwóch nóżkach. Pieski były więc dla mnie wzorem do naśladowania. Wszystko zmieniło się, kiedy na własnej skórze odczułem, jak zabawnie i fajnie jest chodzić przy pomocy dwóch nóżek.
Na początku bardziej chciałem sprawić przyjemność mamusi i tatusiowi, czasami babci i dziadkowi. Zwłaszcza, kiedy stawiali mnie na moich słabych jeszcze nóżkach i kusząc cukrowanym ciastkiem, chrupkiem, albo chęcią przytulenia, wołali – “Mateuszek, chodź, zrób kroczek, no pokaż nam jak ładnie chodzisz”. Myślałem sobie – co mi zależy, skoro moje nieporadne kroczki sprawiają im tyle radości, to mogę to zrobić.
Początki były ciężkie, bo moje nogi, nie mogły za bardzo unieść pupy, a gdy zdarzyło się czasami, że miałem nasiusiane w pieluszce, to już było naprawdę ciężko i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Pieluchy odegrały też pozytywną rolę w mojej nauce chodzenia. Kiedy chwilami traciłem równowagę i po raz kolejny na własnej skórze poznawałem podstawowe zasady fizyki(3) , moja pupa mniej odczuwała zderzenie z twardą rzeczywistością dzięki pieluszkom właśnie.
Po kilkudziesięciu takich próbach, i kilkunastu zagarniętych w nagrodę za postępy w chodzeniu ciasteczkach i chrupkach, zauważyłem że potrafię samodzielnie przejść na dwóch nogach całkiem spory kawałek. HA!
Dopiero teraz odkryłem ile tracę ograniczając się do pełzania po ziemi na czworakach. Stanęły przede mną otworem kolejne szafki, szuflady, blaty stołów, o klamkach do drzwi nie wspominając. Poza tym o wiele szybciej mogłem przemieszczać się po pokoju i z biegiem czasu nauczyłem się nawet wdrapywać na tapczan i fotele.
Zauważyłem też, że mamusia i tatuś, zaczęli spędzać przy mnie dużo więcej czasu, bo odkąd zacząłem chodzić zawsze ktoś przy mnie jest. Wcześniej też byli, ale chyba aż tak za mną nie biegali, a bardziej obserwowali, siedząc na fotelu, czy kanapie, no chyba że bawiliśmy się w opisywaną przez mnie już kiedyś zabawę w “tam nie wolno”.
Mamusia i tatuś nie opuszczają mnie na krok. Chodzą przy mnie, biegają za mną, gdy ja biegam, a niekiedy ćwiczą moje paluszki u stóp, na których muszę stawać by dosięgnąć coś z szafki, co wcześniej sami przesunęli dalej abym nie dostał tego w swoje łapki. Bywa, że wygrywam tą zabawę i łapię upragniony fant, ale najczęściej w takiej sytuacji jest mi on bezprawnie wyrywany z rączek. Uważam takie postępowanie za niesprawiedliwe i nie podoba mi się to, ale mamusia albo tatuś w takich chwilach sprytnie odwracają moją uwagę jakąś zabawką i szybko zapominam o tej niegodziwości.
Poza tym mogę, bez specjalnego wysiłku dotrzeć do wszelkich przycisków na sprzętach zgromadzonych wokół mnie. Potrafię pstrykać włącznikiem od telewizora, lampki nocnej, włączyć, bądź wyłączyć zmywarkę babci Ani, albo spalić kurczaka, jeżeli nikt w porę nie zauważy, że podkręciłem odrobinkę temperaturę w kuchennym piekarniku.
Wszystko mnie interesuje, ale to chyba oczywiste. Taki ten świat ciekawy, jeszcze tyle do zobaczenia, tyle przycisków do przyciśnięcia, zakamarków do odwiedzenia, gazet jednego i drugiego dziadzia do podarcia…
Dlatego, kończąc już moją opowieść o chodzeniu, polecam wszystkim spróbować na dwóch nogach. Namawiam do tego moją kuzynkę Różyczkę, ale Ona na razie preferuje korzystanie z wszystkich czterech kończyn.
Zacząłem również przekonywać Kreta i Ciapka do chodzenia w pozycji wyprostowanej. Wmawiam im, że byłoby to dla nich o wiele wygodniejsze i ciekawsze oraz że stając na dwie łapy, mogłyby z łatwością otwierać sobie furtkę od bramy, dzięki czemu mieliby dużo więcej okazji do uwielbianych przez nie ucieczek. Na razie jednak psy ani myślą chodzić na dwóch łapach – ciasteczka nie są dla nich wystarczającą motywacją, tzn. chętnie je jedzą, ale nic w zamian – uparciuchy…
Objaśnienia:
1. pierdziochy – (wydmuchiwanie ustami powietrza z charakterystycznym odgłosem)
2. pieski – (w języku Mateuszka pieski to – ła, ła, co jest uproszczonym hau, hau)
3. Mateuszek ma tu na myśli oczywiście przyciąganie ziemskie
Na koniec kilka aktualnych fotek

Wszystko zmieniło się, kiedy na własnej skórze odczułem, jak zabawnie i fajnie jest chodzić przy pomocy dwóch nóżek

a niekiedy ćwiczą moje paluszki u stóp, na których muszę stawać by dosięgnąć coś z szafki, co wcześniej sami przesunęli dalej abym nie dostał tego w swoje łapki.


Na nocniczku najlepiej mi się czyta
Najnowsze komentarze