Możliwość odliczenia darowizny

Dodaj komentarz

Przypominam wszystkim ofiarodawcom, którzy wpłacili poprzez Fundację Cor Infantis darowiznę na rzecz Mateuszka o możliwości odliczenia wpłaconej kwoty od dochodu.

Fundacja Cor Infantis, jest Organizacją Pożytku Publicznego i jeśli tylko dysponujemy dowodem przekazania takiej darowizny, możemy odzyskać parę groszy.

6% w przypadku osób fizycznych.

10% w przypadku osób prawnych.

Darowizn można dokonać dla kilku organizacji pożytku publicznego, a odliczyć od dochodu łącznie (sumarycznie do kwoty limitu [6% lub 10% dochodu])

Przy składaniu zeznań rocznych, należy poza formularzami głównymi, wypełnić załącznik PIT-O (darowizny). Polecam przy rozliczaniu korzystać z oprogramowania komputerowego, które samodzielnie zsumuje i obliczy nam dokładnie ile możemy zaoszczędzić na podatku.

Więcej szczegółowych informacji, można znaleźć w Internecie, wpisując w wyszukiwarce internetowej hasło „darowizny odliczenie od dochodu2011”.

Ja od kilku lat korzystam z oprogramowania z tej strony http://pit.dobry.pl/ i do tej pory jestem bardzo zadowolony. Trzeba uważać, jeśli mamy własny cel na który chcemy przeznaczyć 1%, bo program ma to pole wypełnione automatycznie (oczywiście można zmienić na własny cel, bądź całkowicie skasować dane z tych pól).

Ponieważ my nie zbieraliśmy i nie zbieramy na Mateuszka 1%, ponownie zwracamy się z prośbą o zdecydowanie się na tą formę pomocy. To tylko kilkadziesiąt sekund pracy, zero naszych kosztów (uszczuplamy jedynie US), a naprawdę ogromna pomoc dla potrzebujących. Sugeruję wpłaty na konkretne, wybrane dzieci. (najczęściej trzeba wtedy podać w pole cel szczegółowy imię i nazwisko wybranego malca).

Już biegam :)

1 komentarz

Kiedy ostatnio pisałem do Was, to jeszcze nie wiedziałem dokładnie do czego służą moje nóżki. Fajnie było bawić się stopami, wymachiwać nimi “rowerki” i używać kolan do chodzenia na czworakach. Przyjemne było też, gdy ktoś łaskotał mi stopy, albo robił na nich pierdziochy(1) – jak babcia czy dziadzia. Nie myślałem jednak, że najlepsza przygoda z nóżkami dopiero przede mną.

Nie powiem, czasami, pomiędzy jednym a drugim ugryzieniem chrupka kukurydzianego zastanawiałem się, dlaczego wszyscy duzi wokół mnie nie chcą chodzić tak jak ja (na czworakach). Brałem ich trochę za dziwaków, bo przecież chyba lepiej i więcej można zobaczyć i znaleźć na podłodze, bądź na ziemi, jeśli chodzi się moim sposobem.
Weźmy choćby nasze pieski(2) – Krecika i Ciapka. One cały czas chodzą na czterech łapach, a nawet potrafią uciec babci i dziadkowi na spacerze, pomimo tego, że nie biegają wyprostowane na dwóch nóżkach. Pieski były więc dla mnie wzorem do naśladowania. Wszystko zmieniło się,  kiedy na własnej skórze odczułem, jak zabawnie i fajnie jest chodzić przy pomocy dwóch nóżek.

Na początku bardziej chciałem sprawić przyjemność mamusi i tatusiowi, czasami babci i dziadkowi. Zwłaszcza, kiedy stawiali mnie na moich słabych jeszcze nóżkach i kusząc cukrowanym ciastkiem, chrupkiem, albo chęcią przytulenia, wołali – “Mateuszek, chodź, zrób kroczek, no pokaż nam jak ładnie chodzisz”. Myślałem sobie – co mi zależy, skoro moje nieporadne kroczki sprawiają im tyle radości, to mogę to zrobić.
Początki były ciężkie, bo moje nogi, nie mogły za bardzo unieść pupy, a gdy zdarzyło się czasami, że miałem nasiusiane w pieluszce, to już było naprawdę ciężko i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Pieluchy odegrały też pozytywną rolę w mojej nauce chodzenia. Kiedy chwilami traciłem równowagę i po raz kolejny na własnej skórze poznawałem podstawowe zasady fizyki(3) , moja pupa mniej odczuwała zderzenie z twardą rzeczywistością dzięki pieluszkom właśnie.

Po kilkudziesięciu takich próbach, i kilkunastu zagarniętych w nagrodę za postępy w chodzeniu ciasteczkach i chrupkach, zauważyłem że potrafię samodzielnie przejść na dwóch nogach całkiem spory kawałek. HA!

Dopiero teraz odkryłem ile tracę ograniczając się do pełzania po ziemi na czworakach. Stanęły przede mną otworem kolejne szafki, szuflady, blaty stołów, o klamkach do drzwi nie wspominając. Poza tym o wiele szybciej mogłem przemieszczać się po pokoju i z biegiem czasu nauczyłem się nawet wdrapywać na tapczan i fotele.
Zauważyłem też, że mamusia i tatuś, zaczęli spędzać przy mnie dużo więcej czasu, bo odkąd zacząłem chodzić zawsze ktoś przy mnie jest. Wcześniej też byli, ale chyba aż tak za mną nie biegali, a bardziej obserwowali, siedząc na fotelu, czy kanapie, no chyba że bawiliśmy się w opisywaną przez mnie już kiedyś zabawę w “tam nie wolno”.

Mamusia i tatuś nie opuszczają mnie na krok. Chodzą przy mnie, biegają za mną, gdy ja biegam, a niekiedy ćwiczą moje paluszki u stóp, na których muszę stawać by dosięgnąć coś z szafki, co wcześniej sami przesunęli dalej abym nie dostał tego w swoje łapki.  Bywa, że wygrywam tą zabawę i łapię upragniony fant, ale najczęściej w takiej sytuacji jest mi on bezprawnie wyrywany z rączek. Uważam takie postępowanie za niesprawiedliwe i nie podoba mi się to, ale mamusia albo tatuś w takich chwilach sprytnie odwracają moją uwagę jakąś zabawką i szybko zapominam o tej niegodziwości.

Poza tym mogę, bez specjalnego wysiłku dotrzeć do wszelkich przycisków na sprzętach zgromadzonych wokół mnie. Potrafię pstrykać włącznikiem od telewizora, lampki nocnej, włączyć, bądź wyłączyć zmywarkę babci Ani, albo spalić kurczaka, jeżeli nikt w porę nie zauważy, że podkręciłem odrobinkę temperaturę w kuchennym piekarniku.
Wszystko mnie interesuje, ale to chyba oczywiste. Taki ten świat ciekawy, jeszcze tyle do zobaczenia, tyle przycisków do przyciśnięcia, zakamarków do odwiedzenia, gazet jednego i drugiego dziadzia do podarcia…

Dlatego, kończąc już moją opowieść o chodzeniu, polecam wszystkim spróbować na dwóch nogach. Namawiam do tego moją kuzynkę Różyczkę, ale Ona na razie preferuje korzystanie z wszystkich czterech kończyn.

Zacząłem również przekonywać Kreta i Ciapka do chodzenia w pozycji wyprostowanej. Wmawiam im, że byłoby to dla nich o wiele wygodniejsze i ciekawsze oraz że stając na dwie łapy, mogłyby z łatwością otwierać sobie furtkę od bramy, dzięki czemu mieliby dużo więcej okazji do uwielbianych przez nie ucieczek. Na razie jednak psy ani myślą chodzić na dwóch łapach – ciasteczka nie są dla nich wystarczającą motywacją, tzn. chętnie je jedzą, ale nic w zamian – uparciuchy…

Objaśnienia:
1. pierdziochy – (wydmuchiwanie ustami powietrza z charakterystycznym odgłosem)
2. pieski – (w języku Mateuszka pieski to – ła, ła, co jest uproszczonym hau, hau)
3. Mateuszek ma tu na myśli oczywiście przyciąganie ziemskie

Na koniec kilka aktualnych fotek :)

o własnych siłach

Wszystko zmieniło się, kiedy na własnej skórze odczułem, jak zabawnie i fajnie jest chodzić przy pomocy dwóch nóżek

Na paluszkach

a niekiedy ćwiczą moje paluszki u stóp, na których muszę stawać by dosięgnąć coś z szafki, co wcześniej sami przesunęli dalej abym nie dostał tego w swoje łapki.

Trzeba popić soczkiem

Na nocniku

Na nocniczku najlepiej mi się czyta ;)

Kilka słów na Nowy Rok :)

3 komentarzy

Witam wszystkich.

Mateuszek ma się bardzo dobrze. Po powrocie z Monachium otrzymał w darze dodatkowe pokłady energii :) . Wszędzie go pełno, a odkąd niczym Armstrong stąpający po Księżycu, zaczął stawiać swoimi niewielkimi stopami pierwsze kroki na planecie Ziemia , my jako rodzice, nie mamy chwili wytchnienia. Oczywiście interesują go najbardziej te miejsca od których dla jego własnego dobra powinien trzymać się jak najbardziej z daleka. Cierpliwie więc blokujemy jego młodzieńcze zapędy odkrywcy :) .

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim którzy nam pomogli. To były bardzo ciężkie, ale za razem budujące chwile. Wiele nas to doświadczenie nauczyło, myślę nawet, że bardziej scaliło nasza rodzinę. Osobiście mogę również powiedzieć, że świat materialny stał się dla mnie jakby mniej ważny. Oczywiście nie stałem się ascetą, ale częściej spoglądam na ludzkie tragedie i chętniej pomagam. Pomoc nie musi być finansowa, może to być kilka słów otuchy, czy choćby wskazówki gdzie co i jak załatwić. Wiele osób w potrzebie, gdy dowiadują sie o chorobie i konieczności zebrania ogromnych środków finansowych na leczenie, załamuje się. Nie wiedzą od czego zacząć, jak zorganizować zbiórkę. Dlatego pomoc im w tych pierwszych dniach, tygodniach, jest nieoceniona. Wiem to z własnego doświadczenia. Nam też pomogło kilkoro rodziców mających już to wszystko za sobą. Tak właśnie próbujemy oddać to co otrzymaliśmy od tylu dobrych ludzi.

Na koniec… Może zabrzmi to zbyt patetycznie, ale nie traćmy życia na bezsensowne kłótnie, nie zazdrośćmy innym niczego, cieszmy się życiem szczególnie jeśli nie musimy borykać się z wielkimi problemami, bo te mniejsze ma każdy. Przede wszystkim jednak, dbajmy o dobre relacje z naszymi najbliższymi, bo to Oni mają być zawsze z nami, na dobre i na złe, a kiedy trzeba, walczmy do ostatnich sił, abyśmy zawsze mogli bez wstydu spojrzeć w lustro i powiedzieć “zrobiłem wszystko co było w mojej mocy”.

Wszystkiego najlepszego w 2012 roku.

PS: Zastanawiałem się, czy dalej prowadzić BLog i postanowiłem trochę dla siebie, trochę dla Mateuszka (na pamiątkę po tacie) i dla tych którzy czasami tutaj zaglądają, że będe kontynuował. Być może nie z taką częstotliwością jak to miało miejsce podczas akcji (bo przy takim brzdącu naprawdę ciężko znaleźć czas na cokolwiek, a internet jest tutaj prawie na ostatnim miejscu), jednak obiecuję, że raz na jakiś czas zamieszczę historyjkę, bądź świeże zdjęcia Mateuszka. Tak jak tym razem, fotki z ostatniego miesiąca :) .
-

Nareszcie w domu

7 komentarzy

W środę wieczorem wróciliśmy z Mateuszkiem z Monachium. Nasz pobyt odrobinę się przedłużył z uwagi na fakt, iż lekarze chcieli jeszcze poobserwować Mateusza pod EKG. Na szczęście finałem tych obserwacji była diagnoza “wszystko w normie”. Mateuszek ma dwa razy więcej energii jak przed operacją, a rokowania lekarzy są bardzo dobre. Najprawdopodobniej była to pierwsza i ostatnia operacja naszego synka. Z perspektywy czasu, nie zmienilibyśmy naszej decyzji o operacji właśnie w ośrodku w  Monachium. Były chwile zwątpienia, że nie damy rady, najbardziej w okolicach trzeciego tygodnia zbiórki, kiedy po wpłatach rodziny i znajomych kwota prawie nie ruszała z miejsca i przez chwilę myśleliśmy o przerwaniu akcji.

Na szczęście, co powtórzę po raz kolejny i prawdopodobnie nie ostatni, są ludzie, którym los innych nie jest obojętny i dzięki temu udało się nam zgromadzić tą niewyobrażalną dla nas kwotę.

Pobyt w klinice, szczególnie od drugiego tygodnia, dłużył się nam bardzo, ale najważniejsze było zdrowie Mateusza. Dlatego ze zrozumieniem znosiliśmy kolejne zmiany terminów wypisu ze szpitala (2 razy musieliśmy zmieniać terminy zarezerwowanych biletów powrotnych). Podróż samolotem Mateusz zniósł doskonale zarówno w drodze do i z Monachium. Przyznam, że obawialiśmy się bardziej „krzykliwej” reakcji, na nową sytuację, ale z powodzeniem zapanowaliśmy nad emocjami naszej pociechy. Na miejscu czekała na nas już ciocia Ania, nasza dobra dusza, która opiekowała się nami podczas pobytu i towarzyszyła nam do samego końca. Mamy nadzieję, że nie będzie potrzeby ponownej zbiórki, ale jeśli możecie, proszę o pomoc następnej rodzinie, którą czeka jeszcze cięższa przeprawa. Można im pomóc przez portal “siepomaga.pl”, jak i tradycyjnie, wpłacając na konto z odpowiednim dopiskiem. Pomóżmy Olkowi.

Oto przydatne linki:
http://siepomaga.pl
Blog Olka

A na koniec kilka wybranych fotek Mateuszka
Mateuszek w Monachium na pierwszym spacerze po operacji
Mateuszek próbuje ujarzmić konia bujanego
Mateuszek z jedną z jego ulubionych pielęgniarek

 

 

Wszystko na dobrej drodze

2 komentarzy

Kochani!!!

Mateuszek jest już drugi dzień po operacji. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem i miejmy nadzieję, że tak pozostanie. Powoli odłączany jest od kolejnych rurek i wskaźników, a być może już jutro wyjdzie na pierwszy spacer po operacji. Od samego początku otaczają nas życzliwi i wrażliwi ludzie. Monachium nie jest wyjątkiem. Poznaliśmy wspaniałą kobietę o dobrym sercu, która zupełnie bezinteresownie pomaga naszemu synkowi i nam, już od momentu przylotu. Ania jest osobą tryskającą pozytywną energią i pomimo swojej osobistej tragedii, która ją kiedyś dotknęła, potrafi dzielić się wszystkim co posiada, włączając w to cenny dla niej czas. Umie pocieszyć i zarazić optymizmem oraz czerpać z tego wiele dla siebie (jak sama o tym mówi). Co więcej, nie pomogła tylko nam, ale również innym rodzinom, które znalazły się w podobnej sytuacji. Oby otaczało nas jak najwięcej takich ludzi i tak jak niedawno jej powiedzieliśmy – do końca życia zostanie naszym “Aniołem, który na obcej dla nas Ziemi wyciągnął pomocną dłoń. Mamy nadzieję, że dobro wraca z zwielokrotnioną siłą, bo bez niej byłoby nam tu o wiele ciężej.

Pozdrawiamy wszystkich

Renia, Sebastian i Mateuszek

Przygotowania…

1 komentarz

Kochani!

Powoli szykujemy się na wyjazd do Monachium. Mamy sporo spraw do załatwienia, dlatego nie ma za dużo wolnego czasu, np. na zamieszczanie świeżych historii  na blogu. Zapewniamy fanów tych dowcipnych opowiastek,  że pomysły są i na pewno jeszcze nie raz coś w tym stylu pojawi się na stronie.

Mateuszek ma się dobrze. Jest coraz bardziej „wygadany” i ciekawy świata. Nie zdaje sobie sprawy jak daleka podróż go czeka. Zastanawiamy się tylko jak zniesie lot samolotem, ale nasz synek lubi nowości, więc powinno być dobrze.

W bardziej wolnej chwili wrzucimy kilka świeżych zdjęć Mateuszka.

Tymczasem nadal prosimy o trzymanie kciuków i modlitwę w intencji powodzenia operacji. Pozdrawiamy wszystkich, którym los naszego synka nie jest obojętny

Rodzice

Mamy Pieniądze !

2 komentarzy

Witam wszystkich pomagających nam i śledzących losy Mateuszka. Mamy wspaniałe wieści!

Pragniemy poinformować, że dzięki ofiarności rodziny, przyjaciół, znajomych, firm, setek ludzi z całej Polski, a nawet z zagranicy,  szczecińskiego stowarzyszenia  pomocy chorym dzieciom (http://www.podaruj-zycie.eu.org/),  przy wsparciu kilku fundacji (Cor Infantis, L. Czarnecki,  Oliwia) oraz pomocy udzielonej przez przedstawicieli samorządu naszej gminy z Panem Burmistrzem Władysławem  Kiragą na czele, zebraliśmy  środki na operację Mateuszka w Klinice w Monachium.

Prosimy o modlitwę i trzymanie kciuków za pomyślność operacji naszego synka. Tak naprawdę nie ma takich słów, które wyraziłby jak bardzo jesteśmy Wam wszystkim wdzięczni.

Ponownie bardzo prosimy o pomoc innym oczekującym dzieciom, które cały czas  zbierają pieniądze na podobne operacje, bądź rehabilitację.  Można do nich dotrzeć przez Fundację Cor Infantis (link na stronie www i  blogu Mateusza), stowarzyszenie pomocy chorym dzieciom (http://www.podaruj-zycie.eu.org/), bądź bezpośrednio na portalu www.siepomaga.pl, wybierając dziecko któremu chcemy pomóc.

Ostatnio trochę zaniedbaliśmy blog, ale to z powodów ogromu spraw, które należy załatwić przed wyjazdem. Obiecujemy jednak co jakiś czas podawać aktualne informacje i nadal zamieszczać krótkie opowidania, które tak bardzo się niektórym  spodobały.

Życzymy Wam wszystkim dużo zdrowia

Renia,  Sebastian i Mateuszek :)

Konta do wpłat na operację Mateuszka

Dodaj komentarz

Ponieważ akcja na siepomaga.pl dobiegła końca – przekroczyliśmy 18.000 zł, które chcieliśmy tam zebrać (1/4 całej, potrzebnej nam kwoty), prosimy wszystkich chcących pomóc Mateuszkowi o wpłaty na konto Fundacji, pamiętając o odpowiednim dopisku w tytule przelewu. Osoby które nie ufają Fundacjom (a wiem, że jest ich dosyć sporo) prosimy o informowanie nas o wpłatach. Dzięki temu, nie będą one anonimowe i będą Państwo spokojni, że wiemy o tych pieniądzach. Choć my osobiście mamy pełne zaufanie do  fundacji Cor Infantis. DZIĘKUJEMY…

Fundacja na rzecz dzieci z wadami serca Cor Infantis
20-701 Lublin ul. Nałęczowska 24.

Koniecznie z dopiskiem “Mateusz Świderski”

86 1600 1101 0003 0502 1175 2150

Dla wpłat zagranicznych:

Koniecznie z dopiskiem “Mateusz Świderski”

USD PL93 1600 1101 0003 0502 1175 2024

EUR PL50 1600 1101 0003 0502 1175 2022

Kod SWIFT dla przelewów z zagranicy: ppabplpk

Informujemy również, że wszelkie darowizny podlegają odpisom podatkowym:

- dla osób fizycznych limit do 6% od dochodu

- dla osób prawnych limit do 10% od dochodu

-Siepomaga.pl -Białystok, Bolesławiec, Częstochowa, Szczecin, Trójmiasto,Warszawa, cała Polska … – Dziękujemy!!!

Dodaj komentarz

W imieniu naszego synka, pragniemy podziękować wszystkim, którzy dołożyli się do naszej zbiórki na siepomaga.pl Nie dało się nie zauważyć, jak szybko rosły wpłaty w tym serwisie.

Dziękujemy wszystkim. Nie wszyscy się ujawnili, a szkoda. Dobroczynności nie powinniśmy się wstydzić. Dziękujemy za duże kwoty, które przyspieszyły zakończenie akcji. Tymi szczodrymi darczyńcami okazali się: Energo, Pan Czesław Skupnik – Profiplast, Marcin Nowak, Jacek K., Robert i inni anonimowi.
Dziękujemy pozostałym, którzy często sami mając niewiele potrafili wygospodarować na operację naszego synka jakiekolwiek pieniądze.

Osobne podziękowania ślę do forumowiczów z okolic Bolesławca (Bolec.info), wiem, że było od Was sporo wpłat. Bardzo dużo osób wywiesiło plakat Mateuszka, co również znacząco podniosło szansę na szybkie zebranie wymaganej kwoty.

Dziękujemy i prosimy, zaglądajcie czasem na siepomaga. Sami nie wiedzieliśmy o istnieniu tego portalu, ale od teraz na pewno będziemy wspomagać akcje na znajdujące się tam maluchy. Tyle jest nieszczęścia, a my naprawdę możemy to zmienić ofiarując znikomą część naszego budżetu.

Co u mnie?

1 komentarz

Dzień dobry ciocie, dzień dobry wujkowie

Dawno Wam nic nie opowiadałem, ale to dlatego że moje rączki i nóżki coraz bardziej mnie słuchają i nie miałem czasu na „pisanie”, czyli dyktowanie tatusiowi co ma Wam opowiedzieć w moim imieniu, ale skoro wszyscy się tak o mnie martwicie, to pomyślałem, że muszę dać znać co u mnie słychać.

Potrafię już ustać przytrzymując się stolika i biegać dookoła niego szukając ciekawych przedmiotów pozostawionych przez rodziców. Moim łupem najczęściej padają chusteczki, miseczki po kaszce, albo plastikowe butle. Jednak najfajniejszą stolikową zabawką, która prawie zawsze leży na stole, jest takie coś z mnóstwem miękkich przycisków. Mamusia z tatusiem nazywają to pilot. Tatuś często wyciąga rękę z tym pilotem i zmienia obrazy w takim wielkim pudle, które bez przerwy gada i gada, więcej od mamusi.

To musi być ciężka praca. Mi bardzo rzadko udaje się przełączyć grające pudło pilotem, a przecież robię dokładnie tak jak tatuś. Wyciągam rączkę w jego kierunku , a tam nic się nie dzieje. Pewnie tatuś musiał się bardzo długo uczyć jak używać tego pilota. Każdy dorosły się tym bawi, tylko tatusiowie dużo częściej i mamusie są czasami o to złe.
Zawsze muszę się kłócić o ten przedmiot, bo tata bardzo nie lubi gdy nim sobie rzucam, a on robi taki fajny hałas upadając na podłogę. Jednak ta superancka właściwość wcale tatusia nie przekonuje, a zauważyłem, że wręcz przeciwnie, kiedy tylko rzucam pilotem o podłogę, tata zmienia kolor na buzi i szybko chowa ten przedmiot.

To bieganie dokoła stołu, to zabawa podobna do tej o której kiedyś Wam już pisałem czyli do zabawy w „tam nie wolno”, tylko, że teraz mamusia z tatusiem wypowiadają inne hasła, takie jak: „uderzysz się”, „uważaj zaraz się przewrócisz”.
Nie wiem czemu ale podczas tego mojego biegania wydaje mi się, że mamusia boi się o mnie. Niepotrzebnie, przecież umiem już stać, bo jestem duży. Czasami tylko upadnę na pupę, ale mam grubą pieluchę i prawie nic mnie nie boli i nawet nie płaczę.

Na koniec jeszcze jedna historia o odwiedzinach, smoku i nieudanym zamachu na własność Różyczki.

Ostatnio odwiedziła mnie moja kuzynka Róża. To jeszcze dzidzia, ale podobno niedługo z tego wyrośnie i będzie taka duża jak ja. Wtedy pobiegamy sobie razem. Tatuś Róży, wujek Bartek, który umie zrobić okulary z palców i śmiesznie wtedy wygląda, siedział sobie z nią na kanapie. Ja siedziałem obok na kolankach u mamusi. Zobaczyłem, że Róża ma fajnego smokolka i chciałem sobie troszkę pocyckać. Mamusia z tatusiem niechętnie mi już dają smokolka, czasem tylko na noc, kiedy ciężko mi zasnąć. Tyle żeby go dostać to muszę ciężko się napracować i popłakac troszkę, albo pomarudzić, a to takie proste nie jest. Często z tego marudzenia zmęczę się i zasnę bez smoka.

Kiedy więc zobaczyłem utęskniony obiekt w buzi mojej młodszej kuzyneczki, szybciutko obmyśliłem plan działania i jednym zwinnym ruchem wyrwałem smoka Różyczce. Już prawie miałem go u siebie w buzi, ale wujek Bartek był szybszy. No dobrze, tym razem wujkowi się upiekło, tylko dlatego że wujka lubię, to nie byłem na niego zły. Rozumiem, że miał większa potrzebę pocyckania sobie smoka, ale plan odbicia tego drogocennego obiektu należał do mnie, więc powinniśmy podzielić się zdobyczą. Tylko Różyczka była bardzo zaskoczona i długo wpatrywała się we mnie swoimi dużymi oczkami z szeroko rozwartą buzią ze zdziwienia.

Starsze wpisy

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.